O prezentach w ogóle
Dawanie i otrzymywanie prezentów jest jednym z najważniejszych elementów budowania relacji międzyludzkich, tworzenia więzów, dokumentowania emocji, a także przekazania dowodów naszego zaufania. Dając prezent podkreślamy wyjątkowość sytuacji, innymi słowy dziękujemy za doznania intelektualne. Prezentem może być każda wartość materialna lub niematerialna. Perfumy albo, na przykład, doświadczenie. Część z nas uważa, że nie ma znaczenia co dostanie na prezent, gdyż przede wszystkim liczy się fakt obdarowania i intencje ofiarodawcy. Ostatecznie przecież prezenty charakteryzują miłą sytuację dla obu stron - dla obdarowującego i obdarowywanego...
Prezent z rozmachem
Historia obdarowywania się prezentami jest tak samo stara, jak stara jest historia gatunku ludzkiego. Wszyscy znamy historię, jak trzej królowie wieźli mirę, kadzidło i złoto by obdarować Boga. Boga - ok, ale co możemy powiedzieć o cesarzu Meneliku II, który swojej żonie na prezent założył miasto? Miasto w 1887 roku powstało na pustyni, na słonecznej równinie Finfinnie, słynącej z gorących źródeł siarkowych - ponoć znakomitych na cerę. W ciągu kilku lat pustynię wokół miasta zamieniono w gaj eukaliptusowy. Obsadzoną ją sprowadzonymi z Australii drzewami, które rosną niezwykle szybko. Dzisiaj Addis Abeba jest stolicą Etiopii i przedmiotem zazdrości wszystkich tych, którzy chcieliby sprawić swoim żonom oryginalny prezent.
Na pamiątkę wielkiej miłości
Znakomitym przykładem obdarowywania swojej żony prezentami jest małżeństwo Elizabeth Taylor i Richarda Burtona. Burton, co prawda nie dostał Oscara, jak jego podwójnie oscarowa żona, ale będąc wielką gwiazdą w świecie Hollywood w 1968 roku sprezentował żonie, uwielbiającej ekskluzywną biżuterię, pierścionek z 33-karatowym brylantem. Rok później gwiazda otrzymała 68-karatowy diament, tak zwany "Brylant Taylor-Burton". Dokładnie nie wiadomo ile kosztował ów brylant, ale na pewno przekroczył sumę miliona dolarów.
Tak drogi upominek, choć nie o kasę tu chodzi, nie utrzymał w całości ich małżeństwa. Chociaż miliony dolarów za diamencik to nie jest mało, to za swego rodzaju "rozwód" można też dostać... Na przykład wyspę.
Prywatna wyspa
Czy za taki zawodowy rozwód, zakończenie kariery, należy się sztuczna wyspa u wybrzeży Dubaju? Tak przynajmniej pomyślał szejk Mohammed ben Raszid Al-Maktoum, ofiarowując jedną ze swych wysp kierowcy Formuły 1, Michealowi Schumacherowi. Prezent miał osłodzić kierowcy rozstanie się z wyścigami. Tak czy inaczej - prywatna wyspa to jeden z tych prezentów jakie dla większości z nas nie mieszczą się w głowie, jak i pod żadną bożonarodzeniową choinką.
Prezenty nie muszą być wyłącznie przeznaczone dla pojedynczych osób. Prezenty dajemy drużynie piłkarskiej za zdobycie pucharu, zespołowi fachowców za stworzenie projektu, który nas zachwyca. Można nawet sięgnąć dalej.
Prezent dla całego narodu
Prezentem takim jest Statua Wolności, symbol USA, posąg na Wyspie Wolności w Nowym Jorku. Jest darem narodu francuskiego upamiętniającym przymierze w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Bardzo ciekawa historia wiąże się z tym wielkim monumentem. Dla zaprojektowanego przez Frédérica Auguste’a Bartholdiego posągu konstrukcję zaprojektował znany gość, Gustave Eiffel. Wykonano wspaniały posąg we Francji, ale też postawiono warunek: postument mają wykonać Amerykanie. Tu zaczęły się schody.
Kongres nie zgodził się na wydanie pieniędzy na postument i powoli szykowała się klapa całego przedsięwzięcia. Amerykanie wpadli na pomysł zbiórki narodowej - udało się. Pan Richard Morris Hunt zaprojektował postument. Francuzi zapakowali statuę w skrzynie i zawieźli do Nowego Jorku. Tu, w 1886 roku dokonano odsłonięcia.
Ponieważ zewnętrzna część pomnika wykonana jest z miedzi czas spatynował jej powierzchnię, nadając statui charakterystyczną zieloną kolorystykę.
Piękny prezent. Z daleka widać zielony diament. Byliście dzielni Amerykanie - pomyśleli Francuzi - trzeba by Wam dać jakiś prezent, i dali. Statua odgrywa wielką rolę, przyciąga miliony turystów wzbogacając kraj. Niesie też jednak sławę Francuzom, którzy zbudowali to wielkie dzieło. Nawiasem mówiąc zbudowali drugą statuę dla siebie, ale dużo mniejszą i mają ją w Paryżu. To znakomity przykład, gdy prezent sławi darczyńcę i obdarowanego. Zachodzi tu pytanie - czy prezent musi być drogi? Tu w grze pojawiły się duże pieniądze, ale zapewne wielkość sumy nie miała tu znaczenia.
Jaką rolę odgrywa więc wartość prezentu? Prezent powinien być przede wszystkim stosowny. Czy odważymy się podarować butelkę niepewnej jakości wina kiperowi? Raczej nie. Wytrawnemu muzykowi płytę disco-polo? Zastanówmy się, czym miał obdarować carycę car. Pójdźmy tym tropem do carskiej Rosji... No i tu dopiero są jaja.
Jajka niespodzianki
Zbliżały się święta Wielkiej Nocy, a był to rok 1884. Nie było rady - trzeba carycy sprawić prezent. Aleksander III Aleksandrowicz Romanow błysnął kreatywnością, zamówił u nadwornego jubilera jajko z niespodzianką. Nie, żeby tam zaraz z czekolady, co to, to nie - ale niespodzianka w środku, obowiązkowo. No i się zaczęło. Genialny jubiler, Peter Carl Fabergé zaprojektował naturalnej wielkości kurzego jaja arcydzieło, jajko niespodziankę. Jajko wykonane było ze złota i pokryte białą emalią. Wewnątrz, w pojemniku w kształcie żółtka, wykonanym z żółtego złota mistrz umieścił niespodziankę. Była nią mała złota kurka, która też kryła niespodziankę wewnątrz. W jej środku znajdowała się malutka korona i rubinowy wisior.
Tak narodziła się tradycja obdarowywania jajkami niespodziankami żon carów. Tradycja przeszła z ojca na syna. Jaja niespodzianki otrzymywały cesarzowa Aleksandra Fiodorowna, cesarzowa Maria Fiodorowna. Mistrz Fabergé rozwijał swoje umiejętności i tworzył coraz to bardziej bajeczne rozwiązania.
Jaja stały się bardzo pożądanym prezentem. Geniusz złotnictwa utykał wewnątrz coraz to bardziej przemyślane niespodzianki - złotą karetę z precyzyjnie działającymi elementami, albo bukiet przepięknych konwalii. Do rewolucji powstały 54 jaja. Dzisiaj cudeńka te osiągają bajeczne ceny. Ich wartość sięga 24 milionów dolarów.